top of page

100 tys. zł bez podatku? Sejm uchwalił ustawę o OKI

  • Zdjęcie autora: Kuba Stasiak
    Kuba Stasiak
  • 9 lip
  • 3 minut(y) czytania

Założenie jest proste: zachęcić Polaków do inwestowania i zwiększyć udział krajowego kapitału na rynku. Czy Ogólne Konto Inwestycyjne rzeczywiście będzie przełomem dla nowych inwestorów, czy to jedynie kolejna ulga podatkowa z licznymi ograniczeniami? Analizujemy najważniejsze założenia projektu, jego mocne strony i potencjalne pułapki.


Czym jest OKI?


W toku przeciągających się sporów o finalny kształt ustawy, Ogólne Konto Inwestycyjne oficjalnie doczekało się uchwalenia przez Sejm RP. Tylko o co tyle hałasu?


Cel ustawy jest prosty: zachęcić Polaków do inwestowania, zamiast trzymania oszczędności na nieoprocentowanych rachunkach czy lokatach.


Deklaracje Ministerstwa Finansów brzmią ambitnie, jednak o powodzeniu reformy zdecyduje nie sama konstrukcja produktu, lecz to, czy Polacy rzeczywiście będą chcieli z niego korzystać.


„Dokonaliśmy przeglądu wszystkich rozwiązań, które funkcjonują w Unii Europejskiej, tworząc nowy produkt inwestycyjny, kładąc nacisk na jego efektywność i zdolność do kreowania majątku dla polskich gospodarstw domowych.” - tłumaczy minister finansów Andrzej Domański.

Limit wpłat ma wynosić 100 tys. zł rocznie, a rzeczone zwolnienie obejmie zyski z kwalifikowanych instrumentów finansowych zgromadzonych na OKI.


Innymi słowy, państwo pozwoli nam inwestować do 100 tys. zł rocznie na specjalnym koncie. Zarobione w ten sposób pieniądze - pod warunkiem spełnienia ustawowych wymogów - nie będą objęte podatkiem od zysków kapitałowych.


Przykładowo, jeśli wpłacisz 50 tys. zł na OKI, następnie zakupisz akcje, a po kilku latach zdecydujesz się je sprzedać za 70 tys. zł. Do tej pory od zysku 20 tys. zł musiałeś zapłacić 19 proc. tzw. podatku Belki. W przypadku Ogólnego Konta Inwestycyjnego - jeśli spełnione zostaną warunki ustawy - ten podatek nie będzie naliczony.


Trzeba jednak pamiętać o jednym. OKI nie chroni przed stratą. Jeśli wartość akcji lub funduszy spadnie, inwestor nadal ponosi ryzyko rynkowe - jedyną preferencją jest zwolnienie z podatku od ewentualnych zysków.


Proces legislacyjny


Choć sam pomysł Ogólnego Konta Inwestycyjnego od początku cieszył się sporym poparciem pośród parlamentarzystów, droga do jego obecnego kształtu nie przebiegła całkowicie bez problemów. Projekt ustawy przeszedł szereg zmian, a część jego zapisów wywołała ożywioną dyskusję wśród ekspertów i przedstawicieli rynku kapitałowego.


Pierwotnie OKI miały ruszyć w połowie 2026 r., ale termin przesunięto na 1 stycznia 2027 r. Ministerstwo Finansów tłumaczyło to koniecznością przeanalizowania ponad 370 uwag zgłoszonych w konsultacjach publicznych i wprowadzenia zmian do projektu.


Zamiast klasycznego podatku od zysku, po przekroczeniu limitów zwolnienia pojawia się podatek liczony od wartości aktywów zgromadzonych na koncie. Wielu ekspertów wskazywało, że może on być mniej korzystny dla osób osiągających niskie stopy zwrotu.


Warto jednak podkreślić, że w samym Sejmie ustawa nie budziła większych kontrowersji. Została uchwalona niemal jednogłośnie - za głosowało 427 posłów, przeciw było zaledwie pięciu. Obecnie projekt musi przejść dalszą ścieżkę legislacyjną i doczekać się podpisu prezydenta.


Zmiana na lepsze?


W toku procedowania ustawy, wielu inwestorów zwracało uwagę, że Podatek Belki nie znika całkowicie. Początkowo wiele osób oczekiwało jego likwidacji, tymczasem rząd zaproponował jedynie nowy sposób opodatkowania inwestycji w ramach OKI.


Większym entuzjazmem cieszył się Samer Masri, dyrektor Biura Maklerskiego PKO BP, według którego OKI może być największym impulsem dla polskiego rynku kapitałowego od lat.


„Szacujemy, że jeżeli rzucimy OKI pasywnie na rynek i tylko strona rządowa i PFR będą o tym mówić, to będzie 70 mld zł na OKI w ciągu dwóch lat. Jeżeli jednak cały rynek zaangażuje się w edukację i promocję tego rozwiązania, skala może sięgnąć nawet 200 mld zł aktywów.” - podkreślił Masri w trakcie debaty podczas XX Forum Funduszy.

Być może najważniejszą opinią podzieliła się jednak psycholożka ekonomiczna Katarzyna Sekścińska, która w rozmowie z portalem Bankier.pl powołała się na przeprowadzone zawczasu badania opinii publicznej na temat samego projektu.


„Nie pytaliśmy, czy OKI jest dobre czy złe. Opisywaliśmy mechanizm działania krok po kroku, aż mieliśmy pewność, że badani rozumieją jego konstrukcję. Dopiero wtedy zbieraliśmy odpowiedzi.”

Oznacza to, że celem OKI jest przede wszystkim zmiana myślenia na temat oszczędzania. Jeśli bowiem projekt okaże się rzeczywiście czytelny, dla milionów Polaków może to oznaczać, że zamiast odkładać pieniądze na kontach oszczędnościowych, zdecydują się „zaryzykować” w inwestycje i gromadzenie pasywnego dochodu.


Badanie Inwestoskop 2026 pokazuje, że choć 72 proc. z nas deklaruje, że odkłada pieniądze, to nadal inwestujemy rzadziej niż na Zachodzie.


Nieufność wobec inwestowania nie wzięła się znikąd. W pamięci wielu Polaków wciąż funkcjonują doświadczenia hiperinflacji z przełomu lat 80. i 90., upadków piramid finansowych, strat poniesionych przez część inwestorów po debiucie giełdy czy kryzysu finansowego z 2008 roku.


Efekt jest widoczny do dziś - zamiast szukać wyższych stóp zwrotu, częściej wybieramy produkty, które dają poczucie bezpieczeństwa, choć często nie nadążają za inflacją.



Komentarze


Obserwujesz absurdy polityki i gospodarki?

Dołącz do Atlasu Przyszłości i kreuj z nami pozytywne rozwiązania!

Chcesz nas zainspirować pomysłem na tekst? Napisz do nas na info@atlasprzyszlosci.pl

Zapisz się do newslettera i obserwuj nas regularnie. 

bottom of page