top of page
Blog-biznesowy-logo

100 tys. zł bez podatku? Sejm uchwalił ustawę o OKI

  • Zdjęcie autora: Kuba Stasiak
    Kuba Stasiak
  • 9 lip
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 26 lip

Polacy wciąż trzymają setki miliardów złotych na nisko oprocentowanych lokatach i rachunkach oszczędnościowych, podczas gdy udział krajowych inwestorów na warszawskiej giełdzie od lat pozostaje niewielki. Rząd chce to zmienić, wprowadzając Ogólne Konto Inwestycyjne (OKI), nowy instrument, który ma zachęcić do inwestowania i jednocześnie oferować preferencje podatkowe. Największym wyzwaniem nie będzie jednak sama ulga podatkowa, lecz odpowiedź na pytanie, czy Ogólne Konto Inwestycyjne okaże się na tyle proste, by zachęcić do inwestowania tych, którzy do tej pory nie mieli z giełdą nic wspólnego.



Celem jest dogonić resztę Europy


Po miesiącach przeciągających się sporów Sejm uchwalił ustawę o Ogólnym Koncie Inwestycyjnym. Nowe rozwiązanie ma zachęcić Polaków do inwestowania oszczędności zamiast pozostawiania ich na rachunkach bankowych czy lokatach. Deklaracje Ministerstwa Finansów brzmią ambitnie, choć o powodzeniu reformy zdecyduje nie sama konstrukcja produktu, lecz to, czy Polacy rzeczywiście będą chcieli z niego korzystać.


Limit wpłat ma wynosić 100 tys. zł rocznie, a rzeczone zwolnienie obejmie zyski z kwalifikowanych instrumentów finansowych zgromadzonych na OKI. Innymi słowy, państwo pozwoli nam każdego roku inwestować do tej kwoty na specjalnym koncie. Zarobione w ten sposób pieniądze - pod warunkiem spełnienia ustawowych wymogów - nie będą objęte podatkiem od zysków kapitałowych.


Przykładowo, jeśli wpłacisz 50 tys. zł na OKI, następnie zakupisz akcje, a po kilku latach zdecydujesz się je sprzedać za 70 tys. zł. Do tej pory od zysku 20 tys. zł musiałeś zapłacić 19 proc. tzw. podatku Belki. W przypadku Ogólnego Konta Inwestycyjnego - jeśli spełnione zostaną warunki ustawy - ten podatek nie będzie naliczony.


Trzeba jednak pamiętać o jednym. OKI nie chroni przed stratą. Jeśli wartość akcji lub funduszy spadnie, inwestor nadal ponosi ryzyko rynkowe - jedyną preferencją jest zwolnienie z podatku od ewentualnych zysków.


Proces legislacyjny


Choć sam pomysł Ogólnego Konta Inwestycyjnego od początku cieszył się sporym poparciem pośród parlamentarzystów, droga do jego obecnego kształtu nie przebiegła całkowicie bez problemów. Projekt ustawy przeszedł szereg zmian, a część jego zapisów wywołała ożywioną dyskusję wśród ekspertów i przedstawicieli rynku kapitałowego.


Pierwotnie OKI miały ruszyć w połowie 2026 r., ale termin przesunięto na 1 stycznia 2027 r. Ministerstwo Finansów tłumaczyło to koniecznością przeanalizowania ponad 370 uwag zgłoszonych w konsultacjach publicznych i wprowadzenia zmian do projektu. Zamiast klasycznego podatku od zysku, po przekroczeniu limitów zwolnienia pojawia się podatek liczony od wartości aktywów zgromadzonych na koncie. Wielu ekspertów wskazywało, że może on być mniej korzystny dla osób osiągających niskie stopy zwrotu.


Warto jednak podkreślić, że w samym Sejmie ustawa nie budziła większych kontrowersji. Została uchwalona niemal jednogłośnie - za głosowało 427 posłów, przeciw było zaledwie pięciu. Obecnie projekt musi przejść dalszą ścieżkę legislacyjną i doczekać się podpisu prezydenta.


Zmiana na lepsze?


W toku procedowania ustawy, wielu inwestorów zwracało uwagę, że Podatek Belki nie znika całkowicie. Początkowo wiele osób oczekiwało jego likwidacji, tymczasem rząd zaproponował jedynie nowy sposób opodatkowania inwestycji w ramach OKI. Większym entuzjazmem cieszył się Samer Masri, dyrektor Biura Maklerskiego PKO BP, według którego OKI może być największym impulsem dla polskiego rynku kapitałowego od lat.


„Szacujemy, że jeżeli rzucimy OKI pasywnie na rynek i tylko strona rządowa i PFR będą o tym mówić, to będzie 70 mld zł na OKI w ciągu dwóch lat. Jeżeli jednak cały rynek zaangażuje się w edukację i promocję tego rozwiązania, skala może sięgnąć nawet 200 mld zł aktywów.” - podkreślił Masri w trakcie debaty podczas XX Forum Funduszy.

Być może najważniejszą opinią podzieliła się jednak psycholożka ekonomiczna Katarzyna Sekścińska, która w rozmowie z portalem Bankier.pl powołała się na przeprowadzone zawczasu badania opinii publicznej na temat samego projektu.


„Nie pytaliśmy, czy OKI jest dobre czy złe. Opisywaliśmy mechanizm działania krok po kroku, aż mieliśmy pewność, że badani rozumieją jego konstrukcję. Dopiero wtedy zbieraliśmy odpowiedzi.”

Oznacza to, że celem OKI jest przede wszystkim zmiana myślenia na temat oszczędzania. Jeśli bowiem projekt okaże się rzeczywiście czytelny, dla milionów Polaków może to oznaczać, że zamiast odkładać pieniądze na kontach oszczędnościowych, zdecydują się „zaryzykować” w inwestycje i gromadzenie pasywnego dochodu. Badanie Inwestoskop 2026 pokazuje, że choć 72 proc. z nas deklaruje, że odkłada pieniądze, to nadal inwestujemy rzadziej niż na Zachodzie.


Nieufność wobec inwestowania nie wzięła się znikąd. W pamięci wielu Polaków wciąż funkcjonują doświadczenia hiperinflacji z przełomu lat 80. i 90., upadków piramid finansowych, strat poniesionych przez część inwestorów po debiucie giełdy czy kryzysu finansowego z 2008 roku. Efekt jest widoczny do dziś - zamiast szukać wyższych stóp zwrotu, częściej wybieramy produkty, które dają poczucie bezpieczeństwa, choć często nie nadążają za inflacją.



Komentarze


Obserwujesz absurdy polityki i gospodarki?

Dołącz do Atlasu Przyszłości i kreuj z nami pozytywne rozwiązania!

Chcesz nas zainspirować pomysłem na tekst? Napisz do nas na info@atlasprzyszlosci.pl

Zapisz się do newslettera i obserwuj nas regularnie. 

bottom of page