AI nie zabierze pracy wszystkim. Tylko tym, którzy dopiero zaczynają
- Kuba Stasiak
- 14 sie
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 sie
Przez lata doświadczenie pierwszej pracy wyglądało mniej więcej tak samo. Młody człowiek przychodził do firmy i dostawał zadania, które dla bardziej doświadczonych pracowników były już zbyt błahe, by się nimi przejmować. Sprawdzał dokumenty, robił zestawienia, szukał informacji, czasem poprawiał błędy. O tym, że część tych obowiązków powoli przejmuje sztuczna inteligencja, wiemy od dawna. Teraz staje się jasne, że pierwszymi ofiarami ,,nowej rzeczywistości" mogą już nie długo okazać się juniorzy.
Pierwszy dzień pracy, którego może już nie być
W czerwcu 2026 r. World Economic Forum opublikował raport poświęcony właśnie pracy na początku kariery. Wynika z niego, że ponad jedna trzecia młodych pracowników na świecie pracuje w zawodach o średnim lub wysokim narażeniu na zmianę zadań pod wpływem AI.
Jeszcze niedawno początek kariery miał swój ustalony porządek. Młody człowiek, często po studiach, zaczynał rozumieć, jak działa firma, czego oczekuje od niego klient, czy gdzie najczęściej pojawiają się błędy. Z czasem przestawał pytać o każdą rzecz. Dostawał trudniejsze zadania, potem własnych klientów, własne projekty i odpowiedzialność za innych.
Ten mechanizm działał w bardzo wielu zawodach. Tak wyglądała droga od młodszego księgowego do księgowego, od aplikanta do prawnika, od młodszego analityka do osoby prowadzącej projekty. Nie każdy przechodził ją w ten sam sposób, ale zasada była podobna. Najpierw robiło się rzeczy proste, żeby później móc robić rzeczy trudne. Dzisiaj firmy mogą coraz częściej zadać sobie pytanie, czy w ogóle potrzebują kogoś, kto rozwiąże za nich najprostsze sprawy.
Praca, której nikt nie chciał wykonywać
Najmocniej wybrzmiewają dane ze Stanfordu. Wynika z nich, że w Stanach Zjednoczonych zatrudnienie osób w wieku 22–25 lat w zawodach najbardziej podatnych na wpływ AI spadło o około 16 proc. w porównaniu z profesjami, w których wpływ tej technologii jest mniejszy. Różnica zaczęła być wyraźnie widoczna od połowy 2024 roku.
Młody prawnik może dziś dostać narzędzie, które w kilka minut przeszuka setki dokumentów. Analityk nie musi godzinami przekopywać się przez dane, a programista może poprosić narzędzie o przygotowanie fragmentu kodu. W księgowości część pracy związanej z dokumentami i prostymi rozliczeniami również można już zautomatyzować.
To nie znaczy, że człowiek przestaje być potrzebny. Zmienia się jednak to, czego firma potrzebuje od człowieka na początku kariery. Pracodawca może być bardziej zainteresowany osobą, która od pierwszego dnia potrafi samodzielnie prowadzić projekt, rozmawiać z klientem i ocenić wynik pracy. Tyle że takich ludzi nie da się wyprodukować szybko. Doświadczenie nie jest czymś, co można wpisać w CV dopiero po kursie.
W jednej z dużych firm konsultingowych, do której dotarliśmy, proces ten widać szczególnie wyraźnie. Zadania, które wcześniej wykonywali początkujący pracownicy, coraz częściej można powierzyć narzędziom komputerowym. Jeżeli firma może wykonać tę samą pracę mniejszym zespołem, jej decyzja jest łatwa do przewidzenia.
Największy problem pojawi się za dziesięć lat
Jeżeli przedsiębiorstwo może ograniczyć liczbę osób wykonujących proste zadania, zrobi to. Dla pojedynczej firmy jest to rozsądna decyzja. Problem zaczyna się wtedy, gdy podobnie postąpią tysiące firm. Wtedy może zniknąć nie tylko część etatów, ale cały sposób wchodzenia do niektórych zawodów.
To będzie szczególnie ważne w gospodarce, która i tak będzie potrzebowała coraz więcej doświadczonych pracowników. Polska się starzeje, ludzi w wieku produkcyjnym będzie mniej, a firmy będą musiały wykonywać coraz więcej pracy przy mniejszej liczbie pracowników.
Możliwe, że odpowiedzią będzie właśnie technologia. Jeden doświadczony pracownik wyposażony w dobre narzędzia będzie mógł zrobić tyle, ile wcześniej cały mały zespół.
Tylko że doświadczony pracownik nie powstaje dzięki technologii. Najpierw musi być młodym pracownikiem.
Co zrobić, jeśli jesteś dziś juniorem?
Jeżeli jesteś dziś na początku kariery, najważniejsze może być zrozumienie jednej rzeczy: nie warto konkurować z AI w wykonywaniu zadań, które ono wykonuje po prostu lepiej. Warto uczyć się tego, za co ktoś będzie chciał odpowiadać. To oznacza, że sama znajomość konkretnego narzędzia czy jednej umiejętności może szybko przestać wystarczać.
Jeśli twoja praca polega głównie na wykonywaniu określonego zestawu czynności, trzeba zakładać, że część z nich da się zautomatyzować. Znacznie cenniejsze staje się rozumienie całego procesu i tego, po co wykonuje się poszczególne zadania.
Trzeba też nauczyć się tego, jak sprawdzać pracę sztucznej inteligencji i weryfikować jej skuteczność. Nie chodzi o to, żeby umieć napisać idealne polecenie. Chodzi o wiedzę wystarczającą do rozpoznania pomyłek. Człowiek, który nie potrafi ocenić wyniku, pozostaje zależny od narzędzia, a ten, który potrafi powiedzieć, że wynik jest błędny i wie dlaczego, zyskuje przewagę.
Dlatego na początku kariery warto szukać miejsc, w którym możemy pracować z bardziej doświadczonymi kadrami. Jeżeli proste zadania zaczną po prostu znikać, kontakt z kimś, kto potrafi pokazać, jak podejmuje decyzje i radzi sobie z sytuacjami, których nie da się przewidzieć, będzie coraz cenniejszy. Czasem taka pierwsza praca może być więcej warta niż trochę wyższa pensja w miejscu, w którym przez cały dzień wykonuje się powtarzalne czynności.
Warto też zbierać doświadczenie, którego nie da się łatwo skopiować. To może być rozmowa z trudnym klientem, prowadzenie projektu, negocjowanie, podjęcie odpowiedzialności za decyzję, czy rozwiązanie problemu, którego wcześniej nikt w firmie nie widział. To właśnie takie sytuacje z czasem odróżniają człowieka początkującego od specjalisty.
I nie warto czekać, aż rynek pracy sam powie, czego trzeba się nauczyć. Jeżeli całe stanowisko zaczyna być automatyzowane, lepszą strategią może być przesuwanie się wyżej w procesie, zamiast kurczowego trzymania się jego jednego fragmentu.
Ale odpowiedzialność nie może zostać zrzucona wyłącznie na młodych ludzi. Firmy również muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, co stanie się z ich przyszłymi kadrami.
Nie można jednocześnie mówić, że potrzebujemy doświadczonych specjalistów i likwidować miejsca, w których można zdobyć doświadczenie.
Jednym z rozwiązań może być model, w którym AI nie zastępuje początkującego pracownika, tylko pozwala mu szybciej się uczyć. Junior przygotowuje pierwszą wersję pracy, korzysta z narzędzi, a doświadczony pracownik sprawdza wynik i pokazuje, co trzeba poprawić. Z czasem zakres odpowiedzialności młodego pracownika rośnie.
W takim układzie technologia nie musi niszczyć pierwszego szczebla kariery. Może sprawić, że człowiek przejdzie go szybciej.Zamiast hamować sztuczną inteligencję po to, żeby zachować miejsca pracy dla początkujących, możemy dopilnować, żeby nie zlikwidowała drogi prowadzącej od początkującego pracownika do eksperta.
Jedno pozostanie bez zmian. Żeby zostać seniorem, trzeba kiedyś być juniorem.
Jeśli zniknie ten pierwszy szczebel, za kilka lat możemy odkryć, że problemem nie jest brak pracy, tylko brak ludzi, którzy mieli gdzie nauczyć się ją wykonywać.



Komentarze