top of page

Ekonomia długu. Ile naprawdę kosztuje życie na kredyt

Zdjęcie autora: Kuba Stasiak
Kuba Stasiak
30 wrz
3 minut(y) czytania

Przez lata kredyt był jednym z najważniejszych narzędzi ekonomicznego awansu. Pozwalał kupić mieszkanie, zanim człowiek zdążył odłożyć na nie pieniądze, rozkręcić firmę bez wielkiego kapitału albo zainwestować w coś, na co z własnej kieszeni nigdy nie byłoby go stać. Odpowiednio użyty potrafił wynieść ludzi z biedy i zbudować majątek całych pokoleń.


Dziś ta historia zaczyna zataczać koło. Pieniądz znów jest drogi, a koszt długu potrafi zjadać znaczną część tego, co przez lata budujemy. Kredyt nadal może być dźwignią, ale źle użyty staje się kulą u nogi. W epoce drogich pożyczek coraz ważniejsze jest więc nie samo pytanie, czy stać nas na ratę, lecz co ta rata ma dla nas kupić.


Bierzesz setki tysięcy, oddajesz miliony


Nasza rozmówczyni pożycza 700 tys. zł w popularnym banku. Sama już wkrótce planuje budowę domu. Do oddania będzie miała około 1,6 mln zł. Na pierwszy rzut oka brzmi to absurdalnie, ale przy 30-letnim kredycie hipotecznym i oprocentowaniu na poziomie 6,5 proc. to całkiem realny rachunek.


Rata wyniesie ją około 4,4 tys. zł miesięcznie. Przez 30 lat suma spłat sięgnęłaby 1,59 mln zł, z czego niemal 900 tys. zł stanowiłyby odsetki. Czyli za każde pożyczone 100 zł odda bankowi około 227 zł.


To właśnie tutaj zaczyna się ekonomia długu. Cena kredytu nie kończy się na oprocentowaniu widocznym w umowie ani na wysokości miesięcznej raty. Prawdziwy rachunek poznajemy dopiero wtedy, gdy policzymy, ile pieniędzy przez lata wypływa z naszego konta.


A cena może jeszcze wzrosnąć


We wrześniu średnie oprocentowanie okresowo stałych hipotek w ofertach banków przekroczyło 6 proc., a w porównaniu z sierpniem wzrosło aż o 0,22 pkt proc. Niemal wszystkie banki podniosły swoje stawki. Jeszcze kilka miesięcy temu zejście z „szóstki” wydawało się kwestią czasu, dziś coraz wyraźniej widać, że tani kredyt może na dłużej pozostać poza zasięgiem.


Powód jest prosty: cena kredytu nie zależy wyłącznie od tego, co zrobi Rada Polityki Pieniężnej. We wrześniu stopa referencyjna NBP wynosi 3,75 proc., ale banki finansują kredyty na podstawie rynkowych stawek i własnych marż. W przypadku zmiennego oprocentowania wrześniowe stawki WIBOR wynosiły około 3,75-3,86 proc., a najlepsze oferty dawały oprocentowanie w okolicach 5,3-5,8 proc.


Jeżeli ten kierunek się utrzyma, kredytobiorca może dostać podwójny cios: wyższe oprocentowanie oznacza wyższą ratę, a wyższa rata oznacza mniejszą zdolność kredytową. We wrześniu średnia maksymalna zdolność kredytowa analizowanej przez Bankier.pl rodziny spadła do 1,155 mln zł, czyli o około 8 tys. zł miesiąc do miesiąca.


Brać kredyt czy nie? Oto jest pytanie


Kredyt sam w sobie nie jest problemem. Przeciwnie, bez niego większość ludzi musiałaby odkładać na mieszkanie przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, zanim w ogóle mogłaby je kupić. Dług pozwala zamienić przyszłe dochody na dzisiejszy kapitał i dlatego od dawna jest jednym z najważniejszych narzędzi budowania majątku.


Kredyt hipoteczny to zakład na własną przyszłość. Bierzemy dziś kilkaset tysięcy złotych i w zamian oddajemy część swoich przyszłych dochodów na wiele lat. Dlatego przy kredycie liczy się nie tylko cena mieszkania ani nawet wysokość raty, ale to, jak dużą część przyszłego życia już dziś zobowiązujemy się finansować.


Badania Johna Campbella i João Cocco pokazują, że przy wyborze kredytu kluczowe znaczenie mają właśnie ryzyko dochodów, wielkość zadłużenia i możliwość absorbowania finansowych szoków.


Jak wygląda kredyt idealny?


W naszym modelu pierwszym warunkiem byłaby rata, która nie wymusza rezygnacji z innych celów finansowych. Nie ma sensu kupować mieszkania na granicy możliwości, jeśli po zapłaceniu raty nie zostaje przestrzeń na poduszkę bezpieczeństwa i regularne oszczędzanie.


Idealny kredyt powinien być na tyle mały, żeby gospodarstwo domowe mogło przetrwać kilka miesięcy bez pełnych dochodów bez konieczności sprzedawania mieszkania albo zaciągania kolejnego długu.


Drugi element to czas. Długi okres spłaty obniża miesięczną ratę, ale dramatycznie zwiększa cenę kapitału. Przy 700 tys. zł kredytu oprocentowanego na 6,5 proc. różnica między 20 a 30 latami spłaty to około 340 tys. zł dodatkowych odsetek.


Sam kredyt nie musi być więc najkrótszy z możliwych, ale powinien zostawiać możliwość wcześniejszej spłaty, gdy dochody wzrosną, bez budowania całego planu finansowego wokół trzydziestoletniego zobowiązania.


Trzeci element to odporność. Pożyczka powinna być skonstruowana w taki sposób, aby wzrost raty albo przejściowy spadek dochodów nie zmuszał gospodarstwa do wyprzedaży majątku.


W praktyce oznacza to nie tylko wybór rodzaju oprocentowania, ale przede wszystkim zachowanie marginesu między tym, co bank uznaje za zdolność kredytową, a tym, co gospodarstwo rzeczywiście jest gotowe płacić przez lata.






Komentarze


Obserwujesz absurdy polityki i gospodarki?

Dołącz do Atlasu Przyszłości i kreuj z nami pozytywne rozwiązania!

Chcesz nas zainspirować pomysłem na tekst? Napisz do nas na info@atlasprzyszlosci.pl

Zapisz się do newslettera i obserwuj nas regularnie. 

bottom of page