Europa szykuje się na świat, którego nie da się przewidzieć
- Kuba Stasiak
- 2 dni temu
- 3 minut(y) czytania
Przez lata wierzyliśmy, że przyszłość da się zaplanować. Wystarczyło przyspieszać wzrost, zwiększać produkcję i inwestować w nowe technologie. Dziś ważniejsze staje się przygotowanie na moment, w którym systemy przestają działać. Państwa budują rezerwy gotówki, magazynują leki, gromadzą paliwa i żywność, a także ćwiczą scenariusze dużych cyberataków. Ta zmiana już trwa. Pytanie brzmi: czy potrafimy dostosować instytucje i gospodarkę, zanim przyjdzie test?
Europa po cichu zmienia filozofię działania
Wydawało się, że po XX wieku Europa weszła w epokę względnego spokoju. Gotówka miała odejść do lamusa, energia być tania i dostępna, a globalizacja rozwiązać większość problemów gospodarczych.
Jeszcze w 2024 roku tylko 29 proc. mieszkańców Unii Europejskiej deklarowało, że ma w domu zapas żywności i wody na wypadek kryzysu. Dziś sama Komisja Europejska zaleca, by każde gospodarstwo było gotowe przetrwać co najmniej 72 godziny bez pomocy z zewnątrz. Jeszcze pięć lat temu podobne zalecenia kojarzyły się z prepperami.
To tylko jeden z wielu sygnałów, że bezpieczeństwo przestało być wyłącznie domeną wojska. Wyraźnie wpływa również na sposób funkcjonowania gospodarki.
Bezpieczeństwo stało się elementem gospodarki
Przez lata politycy chwalili się tempem wzrostu PKB. Jednak w kolejnych latach równie ważnym wskaźnikiem stanie się odporność państwa: czas przywrócenia dostaw energii po awarii, bezpieczeństwo cyfrowe czy zdolność utrzymania podstawowych usług w czasie kryzysu.
Bo gospodarka przestaje być oceniana wyłącznie przez pryzmat tego, jak szybko rośnie. Na znaczeniu zyskuje to, jak zachowa się wtedy, gdy zostanie wystawiona na próbę. To właśnie dlatego Europa zaczyna inwestować nie tylko w rozwój, ale również w plan awaryjny.
Raport przygotowany przez byłego prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego z 2024 roku pokazuje, że bezpieczeństwo gospodarcze przestaje być dodatkiem do polityki ekonomicznej. Staje się jednym z jej głównych celów.
Draghi przekonuje, że Europa nie może dłużej opierać swojej konkurencyjności wyłącznie na otwartym handlu i globalnych łańcuchach dostaw. Wśród priorytetów wymienia odbudowę potencjału przemysłowego, inwestycje w nowe technologie, bezpieczeństwo energetyczne oraz ograniczanie strategicznych zależności od państw trzecich.
Kilka miesięcy później Komisja Europejska idzie o krok dalej. W strategii ,,Preparedness Union" zakłada, że państwa powinny przygotowywać się nie na jeden konkretny kryzys, lecz na świat, w którym zakłócenia staną się częścią codzienności.
Dokument zachęca rządy do budowy rezerw strategicznych, ochrony infrastruktury krytycznej, regularnego testowania procedur kryzysowych i przygotowywania obywateli na sytuacje nadzwyczajne. Chodzi więc o to już nie o to, jak reagować po fakcie, ale jak projektować państwo tak, by potrafiło działać również wtedy, gdy część systemu zawiedzie.
Europa najwyraźniej pogodziła się z tym, że kryzysy nie będą już wyjątkiem.
Lekcja dopiero się zaczyna
A z nią przychodzi zmiana myślenia. W ostatnich latach polskie inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne, wojskowe i cyfrowe rzadziej traktowane jest jako zbiór odrębnych inwestycji. Wyraźnie tworzą one jedną strategię budowania odporności państwa.
Po rosyjskiej agresji na Ukrainę przyspieszyły inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne. Rozbudowano terminal LNG w Świnoujściu, uruchomiono gazociąg Baltic Pipe, zwiększono możliwości magazynowania gazu i przyspieszono prace nad dywersyfikacją dostaw. Jeszcze kilka lat temu podobne inwestycje oceniano głównie przez pryzmat ich kosztów. Dziś często traktowane są jako element bezpieczeństwa państwa.
Podobną zmianę widać w obszarze obronności. Rekordowe wydatki na wojsko nie sprowadzają się wyłącznie do zakupu nowego sprzętu. Obejmują również rozwój przemysłu zbrojeniowego, logistyki, infrastruktury czy zdolności do szybkiego uzupełniania zapasów. Tym samym zdolność państwa do funkcjonowania w czasie kryzysu stała się równie istotna jak siła armii.
Ta sama logika pojawia się w mniej oczywistych miejscach. Narodowy Bank Polski konsekwentnie podkreśla znaczenie gotówki jako awaryjnego elementu systemu płatniczego, a instytucje odpowiedzialne za cyberbezpieczeństwo regularnie prowadzą ćwiczenia i przygotowują się na scenariusze, które jeszcze niedawno wydawały się mało prawdopodobne.
Nie oznacza to jednak, że Polska jest dziś państwem w pełni przygotowanym na świat permanentnych kryzysów.
Jednym z największych wyzwań pozostaje uzależnienie od zagranicznych dostaw. Dotyczy ono nie tylko surowców energetycznych, lecz także leków, półprzewodników, komponentów przemysłowych czy nawozów. W świecie coraz częstszych napięć geopolitycznych pytanie brzmi już nie tylko "gdzie kupić taniej?", ale również "czy w ogóle będziemy mogli kupić?".
Podobnie wygląda sytuacja z ochroną ludności cywilnej. Wojsko rozwija się szybko, ale w Polsce nadal brakuje skutecznych systemów ostrzegania, szkoleń dla mieszkańców oraz odpowiedniego zaplecza na wypadek sytuacji nadzwyczajnych.
Dobrym przykładem jest Finlandia. Kraj liczący niespełna 5,6 mln mieszkańców dysponuje ponad 50 tys. schronów, które w razie zagrożenia mogą pomieścić około 4,8 mln osób. W Polsce pełnowartościowe schrony zapewniają miejsce zaledwie dla kilku procent społeczeństwa. To pokazuje, że odporność państwa buduje się przez dekady, a nie w kilka miesięcy.
Przez lata uczyliśmy się projektować świat tak, by był jak najbardziej efektywny. XXI uczy jednak, że państwo przyszłości nie będzie oceniane wyłącznie po tym, jak szybko się rozwija. A o jego powadze świadczyć będzie również to, jak radzi sobie wtedy, gdy wszystko przestaje działać zgodnie z planem.



Komentarze