top of page

Influencer, aplikacja i obietnica zysku. Jak nie powtórzyć historii Zondacrypto?

Zdjęcie autora: Kuba Stasiak
Kuba Stasiak
11 wrz
3 minut(y) czytania

Wystarczy kilka kliknięć, żeby dziś zacząć inwestować w kryptowaluty. Łatwy dostęp do rynku, obietnice wysokich zysków i popularność internetowych influencerów sprawiają, że coraz więcej osób sięga po alternatywne formy lokowania pieniędzy. Historia Zondacrypto pokazuje jednak, że rozpoznawalna marka i obecność w przestrzeni publicznej nie muszą oznaczać bezpieczeństwa.


Zondacrypto przez lata budowała pozycję jednej z największych giełd kryptowalut w Europie. Według danych przedstawianych przez firmę miała 1,3 mln aktywnych użytkowników, a w latach 2021-2024 wygenerowali oni łącznie 37 mln euro przychodów. Dziś jej działalność jest przedmiotem śledztwa Prokuratury Regionalnej w Katowicach, prowadzonego m.in. pod kątem oszustw znacznej wartości i prania pieniędzy.


Inwestuj w to, co rozumiesz


Pierwsza zasada bezpieczniejszego inwestowania jest prosta: „Inwestuj tylko w to, co rozumiesz”. W przypadku kryptowalut ma to szczególne znaczenie, bo wejście na rynek zajmuje dziś kilka minut, podczas gdy zrozumienie ryzyka może wymagać znacznie więcej czasu.


Ekspert radzi, by informacje zawsze weryfikować w kilku niezależnych źródłach i zastanawiać się, jaki interes ma osoba, która zachęca nas do konkretnej inwestycji. „Nigdy pewności niestety nie mamy. Właśnie dlatego jego zdaniem im więcej sprawdzamy, tym większą mamy szansę, że będziemy opierać się na obiektywnych danych.


„Do pewnego momentu był praktycznie w ogóle nieregulowany rynek, więc można było tutaj realizować wszystkie niecne działania, których nie można było już realizować na rynkach regulowanych.” - komentuje ekspert.

W przypadku inwestycji problem zaczyna się jednak nie wtedy, gdy widzimy na koncie stratę, ale wtedy, gdy okazuje się, że odzyskanie pieniędzy nie jest proste. W przypadku oszustw inwestycyjnych środki mogą szybko trafiać na kolejne rachunki, za granicę albo do innych aktywów, co utrudnia ich odzyskanie.


Organy nadzoru ostrzegają, że nawet szybkie zgłoszenie oszustwa nie daje gwarancji zwrotu pieniędzy. Dlatego sprawdzenie inwestycji przed wpłatą środków może mieć znacznie większe znaczenie niż późniejsze próby ich odzyskania.


Dlaczego krypto tak łatwo rozpala wyobraźnię

Krypto kusi nie tylko możliwością wysokiego zysku. Kusi także prostotą. Nie trzeba znać się na giełdzie, zakładać rachunku maklerskiego ani przechodzić przez rozbudowaną procedurę. Wystarczy telefon i aplikacja.


Grzegorz Sobiecki, ekonomista związany z SGH, zwraca uwagę, że ta łatwość ma swoją drugą stronę: wejście na rynek zajmuje chwilę, ale zdobycie wiedzy pozwalającej ocenić ryzyko - znacznie dłużej. A im mniej inwestor rozumie mechanizm, w który wkłada pieniądze, tym łatwiej decyzja inwestycyjna może zamienić się w próbę trafienia na kolejną wzrostową falę.


Tyle że właśnie ta prostota może być częścią problemu. Im łatwiej kupić aktywo, tym łatwiej zapomnieć, że za przyciskiem „kup” nie znika ryzyko. W przypadku kryptowalut dodatkowo działa obietnica szybkiego zysku i poczucie uczestniczenia w czymś nowym, co dla części inwestorów może być ważniejsze niż spokojna ocena tego, co właściwie kupują.


Przy braku odpowiedniej wiedzy inwestowanie w krypto może momentami przypominać obstawianie zakładów sportowych - próbę „wejścia na falę”, zanim ta opadnie.


Kto stoi po drugiej stronie aplikacji?


Sama obecność na rynku i rozpoznawalna marka nie mówią jeszcze, jak dobrze chronione są pieniądze klienta. W przypadku platform oferujących kryptowaluty warto sprawdzić, kto je prowadzi, gdzie jest zarejestrowana firma, jakimi regulacjami jest objęta i jakie zasady obowiązują w razie problemów.


Jak zauważa Grzegorz Sobiecki, przez lata rynek krypto był w dużej mierze poza regulacjami, co otwierało drogę do działań, które na tradycyjnych rynkach finansowych byłyby trudniejsze. Dziś sytuacja się zmienia, ale dla inwestora podstawowe pytanie pozostaje takie samo: czy wie, komu właściwie powierza swoje pieniądze?


Sama obecność na rynku i rozpoznawalna marka nie mówią jeszcze, jak dobrze chronione są pieniądze klienta. W przypadku platform oferujących kryptowaluty warto sprawdzić, kto je prowadzi, gdzie jest zarejestrowana firma, jakimi regulacjami jest objęta i jakie zasady obowiązują w razie problemów.


Nie wszystko trzeba wkładać w jedno miejsce


Na tradycyjnym rynku inwestowanie zwykle wymaga więcej kroków. Trzeba założyć rachunek bankowy albo maklerski, wybrać brokera, przejść przez kolejne formalności. W przypadku kryptowalut bariera wejścia jest znacznie niższa. Jak mówi Sobiecki: „Wystarczy zainstalować aplikację i jesteśmy na rynku”. Nie oznacza to jednak, że tradycyjny sposób inwestowania jest pozbawiony ryzyka.


Jedną z podstawowych zasad pozostaje dywersyfikacja, czyli rozłożenie pieniędzy pomiędzy różne aktywa. Dzięki temu strata na jednej inwestycji nie musi oznaczać utraty całego kapitału. Kryptowaluty mogą być jednym z elementów takiego portfela, ale nie powinny zastępować całej reszty tylko dlatego, że łatwo je kupić.


Sobiecki zwraca też uwagę, że dywersyfikacja nie rozwiązuje problemu braku wiedzy. Można mieć kilka różnych aktywów i nadal nie wiedzieć, w co się właściwie zainwestowało. Dlatego podstawą pozostaje zrozumienie mechanizmu, ryzyka i własnego celu inwestycyjnego.


W inwestowaniu nie ma więc sposobu, który pozwala całkowicie pozbyć się ryzyka. Można natomiast ograniczać ryzyko, zdobywać wiedzę i nie uzależniać swojej decyzji od jednej informacji, jednej osoby czy jednego aktywa.


W świecie, w którym wejście na rynek zajmuje kilka minut, najcenniejszą częścią inwestycji może okazać się czas poświęcony na zrozumienie, w co właściwie zamierzamy włożyć pieniądze.

Komentarze


Obserwujesz absurdy polityki i gospodarki?

Dołącz do Atlasu Przyszłości i kreuj z nami pozytywne rozwiązania!

Chcesz nas zainspirować pomysłem na tekst? Napisz do nas na info@atlasprzyszlosci.pl

Zapisz się do newslettera i obserwuj nas regularnie. 

bottom of page