O tym, jak cisza staje się nową miarą jakości życia
- Kuba Stasiak
- 27 lip
- 3 minut(y) czytania
Jeszcze niedawno cisza była czymś, czego niemal nie zauważaliśmy. Dziś coraz częściej staje się dobrem, za które jesteśmy gotowi zapłacić każdą cenę. Cywilizacyjnie doszliśmy do miejsca, gdzie przy zakupie mieszkania, wyborze hotelu czy planowaniu wakacji coraz częściej liczy się nie większy metraż ani lepszy widok, lecz możliwość ucieczki od wrzawy miasta.
Cisza staje się walutą XXI wieku
Światowa Organizacja Zdrowia zalicza hałas do najpoważniejszych środowiskowych zagrożeń dla zdrowia. Długotrwała ekspozycja pogarsza zdolności poznawcze, zaburza sen, zwiększa poziom stresu i ryzyko chorób serca. Nie zmienia to faktu, że ponad jedna piąta Europejczyków mieszka w miejscach, gdzie jego natężenie przekracza bezpieczne normy.
Rozwijające się centra miast, a z nimi roboty budowlane, wielogodzinne stanie w korkach i wysłuchiwanie niekończącej się serii klaksonów, lub nawet zwykłe reklamy w radio czy telewizji, które dobijają się do naszych uszu tak, jakby to właśnie hałas miał nas przekonać do zakupu nowej pralki. Poszukiwanie ciszy w dzisiejszym świecie staje się coraz trudniejsze i jak się również okazuje, bardzo kosztowne.
Wystarczy przejrzeć oferty mieszkań, by stwierdzić, że cisza jest w cenie. „Od strony dziedzińca”, „z dala od ruchliwej ulicy”, „okna izolacji akustycznej”, „kameralna zabudowa”, „zielona enklawa” - to już nie tylko ogłoszenia sprzedaży nieruchomości, ale obietnica spokoju. Deweloperzy sprzedają ciszę równie chętnie jak dodatkowy balkon czy miejsce parkingowe. To, co jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się oczywistością, dziś coraz częściej staje się argumentem, który podnosi wartość mieszkania.
Cisza stała się również produktem. Sprzedają ją producenci słuchawek z aktywną redukcją hałasu, deweloperzy reklamujący dźwiękoszczelne mieszkania, a pracodawcy projektują biura z wyciszonymi strefami pracy. Jeszcze kilkanaście lat temu tzw. open space miał sprzyjać współpracy i swobodnej wymianie pomysłów. Dziś coraz częściej stawia się w nim kabiny akustyczne, pokoje do pracy w skupieniu i miejsca, w których można na chwilę odciąć się od dźwięków. Desperacka pogoń za spokojem zdaje się nie mieć końca.
Zanim zrobi się głośno
Miasta nie przestaną rosnąć, a wraz z natłokiem inwestycji rośnie również sam hałas. Osoby planujące spokojną przyszłość coraz częściej zadają sobie pytanie, jak będzie brzmiała ich okolica za dziesięć lat. Pusta działka za oknem może zamienić się w wielopasmową ulicę, a spokojne przedmieście w nowe centrum biznesowe. Hałas, którego dziś nie słychać, może okazać się największym zaskoczeniem po kilku latach.
Wybór miejsca do życia przestaje być więc wyłącznie decyzją o lokalizacji, a zaczyna przypominać próbę przewidzenia przyszłości miasta. Urbaniści od lat podkreślają, że układ ulic, planowane inwestycje, natężenie ruchu czy rozwój komunikacji publicznej będą w najbliższych dekadach równie ważne jak cena nieruchomości. Warto więc nauczyć się czytać miasto nie tylko takim, jakie jest dziś, ale także takim, jakim może stać się za kilka lub kilkanaście lat.
Zanim podpiszemy umowę, warto poświęcić kilka godzin na sprawdzenie rzeczy, których nie znajdziemy w ogłoszeniu. Dobrym punktem wyjścia są miejskie mapy hałasu, dostępne dla większości dużych miast, które pokazują ulice najbardziej narażone na ruch drogowy, kolejowy czy lotniczy. Równie ważny jest miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. To właśnie z niego dowiemy się, czy za oknem nie powstanie w przyszłości nowa droga, linia tramwajowa, centrum handlowe lub kolejne osiedle. Przed zakupem nieruchomości powinniśmy również odwiedzić okolicę kilka razy, i to nie tylko w weekendowe popołudnie, ale także w godzinach szczytu, późnym wieczorem i wcześnie rano. Dopiero wtedy można przekonać się, jak naprawdę brzmi miejsce, w którym planujemy spędzić najbliższe lata.
To element współczesności
Coraz więcej miast dochodzi do podobnego wniosku, że z hałasem nie da się walczyć wyłącznie grubszymi szybami i lepszą izolacją mieszkań. Jednym ze sposobów ograniczania decybeli jest umiejętne projektowanie przestrzeni. To nie przypadek, że w wielu europejskich miastach przybywa stref z ograniczeniem prędkości, zielonych korytarzy czy ulic zamykanych dla ruchu samochodowego. Celem podobnych inwestycji jest nie tylko poprawa jakości powietrza, ale również ograniczenie hałasu, który od lat uznawany jest za jedno z największych środowiskowych zagrożeń dla zdrowia.
Dla przykładu Barcelona ogranicza ruch samochodowy, tworząc tzw. superbloki, czyli przestrzenie, w których samochód przestaje być najważniejszym uczestnikiem ruchu. Paryż z kolei systematycznie rozszerza strefy Tempo 30, a kolejne europejskie miasta inwestują w ciche nawierzchnie drogowe i zielone pasy izolacyjne, które nie tylko poprawiają estetykę ulic, lecz także skutecznie ograniczają poziom hałasu docierającego do okolicznych budynków.
W Polsce cisza wciąż bywa traktowana jako dodatek do inwestycji. Zbyt często staje się luksusem, który można kupić, zamiast standardem wynikającym z rozsądnego planowania. To jedna z największych różnic między stawianiem kolejnych osiedli a tworzeniem przestrzeni, w której po prostu dobrze się żyje.



Komentarze