top of page

Polska zaczyna mieć problem z wodą. I tym razem nie chodzi o suszę na polach

Zdjęcie autora: Kuba Stasiak
Kuba Stasiak
7 paź
2 minut(y) czytania

Najpierw ulewa, potem susza. Woda w kilka godzin zalewa ulice, a potem szybko odpływa. Kilka tygodni później zaczyna jej brakować w rzekach, glebie i pod ziemią. Dziś RCB ostrzega przed suszą hydrologiczną w całym kraju. W wielu regionach płytkie wody podziemne są na jednym z najniższych poziomów w historii pomiarów.


Susza hydrologiczna oznacza, że wody zaczyna brakować w rzekach, jeziorach i mokradłach. Jej skutki nie kończą się jednak na powierzchni. Długotrwały brak opadów powoduje również spadek poziomu wód podziemnych, które są ważnym źródłem zasilania rzek i zbiorników.


Kiedy deszcz przestaje wystarczać


Płytkie wody podziemne stosunkowo szybko reagują na brak opadów. Ich poziom ma znaczenie nie tylko dla roślin i ekosystemów. Wpływa również na zasilanie rzek i mniejszych zbiorników, a w wielu miejscach stanowi ważne źródło wody dla ludzi.

Susza nie kończy się więc na niższym poziomie rzek. Dla mieszkańców może oznaczać problemy z wodą w studniach, ograniczenia w jej poborze i coraz większą presję na lokalne ujęcia.


Na wsi dochodzą straty w rolnictwie - wysychają gleby, spadają plony, a rolnicy muszą szukać wody dla upraw i zwierząt. W miastach skutki są mniej widoczne, choć również odczuwalne. Przy długotrwałym braku opadów rośnie ryzyko ograniczeń w korzystaniu z wody, a podczas upałów zwiększa się jej zużycie. Im dłużej utrzymuje się susza, tym trudniej odbudować zasoby, nawet gdy w końcu pojawi się deszcz.


Woda, która ucieka

W Polsce problem zaczyna się również od tego, że wodę zbyt łatwo tracimy. Po intensywnych opadach szybko spływa rzekami i kanalizacją, zamiast zostać w glebie, lasach i mokradłach. Później przychodzi długi okres bez deszczu i okazuje się, że brakuje nam zapasu na kolejne tygodnie.


Co można zrobić inaczej? Przede wszystkim pozwolić wodzie zostać tam, gdzie spadła. Zamiast jak najszybciej odprowadzać ją z rzek, pól i miast, można zatrzymywać ją w mokradłach, lasach, małych zbiornikach i glebie.


Pomagają w tym także odtwarzanie naturalnego biegu rzek, ochrona mokradeł czy tworzenie miejsc, w których deszczówka może wsiąkać w ziemię. Dzięki temu woda z ulewy nie znika po kilku godzinach, ale może zasilać rzeki i wody podziemne jeszcze długo po tym, jak przestanie padać.


Suszy tym nie zatrzymamy. Możemy za to sprawić, żeby po kilku tygodniach bez deszczu nie zaczynało jej brakować wszędzie naraz.


Powódź i susza


Polska potrafi mieć jednocześnie za dużo wody i za mało wody. Ulewa w kilka godzin zalewa ulice, podtapia domy i gwałtownie podnosi poziom rzek. Kilka tygodni później te same rzeki mogą mieć wyjątkowo niski stan, a gleba i płytkie warstwy wodonośne nadal pozostają wysuszone.


Problem polega między innymi na tym, że podczas intensywnych opadów woda często szybko spływa z powierzchni i opuszcza dany obszar. Zamiast zostać w glebie, mokradłach czy małych zbiornikach, trafia do rzek, a następnie do Bałtyku. Kiedy później przychodzi okres bez opadów, brakuje tego, co mogłoby zasilać krajobraz przez kolejne tygodnie.


Dlatego walka z suszą zaczyna się również wtedy, gdy pada. Chodzi o to, by zatrzymać jak najwięcej wody tam, gdzie spadła, i pozwolić jej powoli wracać do środowiska. W przeciwnym razie możemy coraz częściej przechodzić od podtopień do suszy, zamiast wykorzystać deszcz jako naturalny zapas na trudniejsze miesiące.



Komentarze


Obserwujesz absurdy polityki i gospodarki?

Dołącz do Atlasu Przyszłości i kreuj z nami pozytywne rozwiązania!

Chcesz nas zainspirować pomysłem na tekst? Napisz do nas na info@atlasprzyszlosci.pl

Zapisz się do newslettera i obserwuj nas regularnie. 

bottom of page