Wszyscy chcą być freelancerami, ale ktoś musi jeszcze wykonywać normalną pracę
Młodzi chcą pracować elastycznie, mieć wpływ na swój czas i ograniczyć zależność od jednego pracodawcy. Freelancing odpowiada na te potrzeby wprost: zamiast jednej umowy i jednego przełożonego pojawia się własna marka, kilku klientów i możliwość decydowania, kiedy oraz dla kogo się pracuje. Dla części zatrudnionych ,,na chwilę" praca przestaje być miejscem, w którym buduje się karierę, a jedynie sposobem na życie.
Ta zmiana jest możliwa przede wszystkim tam, gdzie pracę da się wykonywać niezależnie od konkretnego miejsca i firmy. Kompetencje stają się czymś, co można sprzedać na rynku bez wiązania się z jednym pracodawcą.
Pracownik na zlecenie
Ta swoboda ma jednak swoją cenę. Freelancer sam musi zadbać o ciągłość zleceń, negocjować stawki i przetrwać miesiąc, w którym klientów jest mniej. Etat daje pensję niezależnie od tego, czy firma ma akurat dużo pracy. Przy freelancingu ryzyko trafia po drugiej stronie umowy - na człowieka.
I właśnie dlatego dla części młodych freelancing jest czymś więcej niż sposobem na pracę z domu. Daje możliwość ustawienia zawodowego życia pod siebie. Można przecież mieszkać w jednym mieście, pracować dla firmy z drugiego końca Europy, wziąć kilka tygodni wolnego między projektami albo ograniczyć liczbę klientów, kiedy zarobki na to pozwalają.
Ale ta niezależność działa tylko wtedy, kiedy na rynku jest na nią popyt. Dobry miesiąc może oznaczać kilka dobrze płatnych projektów. Słabszy - konieczność sięgnięcia po oszczędności. Choroba, urlop czy przerwa między zleceniami nie zatrzymują rachunków.
Kariera bez drabiny
Awans przestaje być dla części młodych oczywistym celem. W najnowszym badaniu Deloitte tylko co czwarty przedstawiciel Gen Z deklaruje, że zależy mu na szybkiej ścieżce kolejnych promocji. Co piąty jest gotów nawet zrobić krok w bok albo w dół, jeśli dzięki temu zdobędzie doświadczenie potrzebne później.
Deloitte nazywa tę zmianę odejściem od kariery w kształcie drabiny. Młodzi nadal chcą się rozwijać - 70 proc. badanych Zetów deklaruje, że co najmniej raz w tygodniu rozwija umiejętności potrzebne do dalszej kariery.
To zmienia także podejście do lojalności. Jeśli najlepszą ofertę można dostać poza firmą, pozostawanie w niej przez dziesięć lat nie musi już być dowodem ambicji. Dla części młodych ważniejsze staje się to, czy kolejny projekt czegoś ich nauczy, da lepsze pieniądze albo otworzy dostęp do nowych klientów.
Etat jako luksus
Tym samym dla części osób stałe zatrudnienie zaczyna wyglądać jak ograniczenie. W badaniu Deloitte prawie połowa ankietowanych deklaruje, że nie czuje się finansowo bezpieczna, a ponad połowa żyje od wypłaty do wypłaty. Jednocześnie tylko 6 proc. wskazuje dojście do stanowiska kierowniczego jako główny cel kariery.
A mimo to spory odsetek niezależnych pracowników ocenia swój model pracy jako stabilniejszy niż wcześniejszy etat. MBO Partners pisze, że budują tę pewność przez własną bazę klientów i możliwość wyboru, z kim pracują. Jednocześnie wśród ich największych obaw pozostają nieregularne dochody i pytanie, czy po zakończeniu obecnego projektu pojawi się następny.
Praca, która nie wychodzi z głowy
Jedną z największych zalet freelancingu jest możliwość decydowania, kiedy pracujesz. Zaczynasz rano, robisz przerwę w środku dnia i wracasz do komputera wieczorem. Kończysz projekt w czwartek, piątek zostaje dla ciebie. Praca dopasowuje się do życia, a nie odwrotnie.
Elizabeth Faber, odpowiedzialna w Deloitte za obszar ludzi i kultury, mówi o pokoleniu, które priorytetowo traktuje work/life balance i znaczącą pracę, dążąc jednocześnie do stabilności finansowej.
Ta sama elastyczność zaciera granicę między pracą a resztą dnia. Klient pisze o 21:30, wiadomość czeka do rana, ale projekt nie poczeka. Odpowiadasz, poprawiasz, wysyłasz. Nie ma wyjścia z biura, po którym praca zostaje za drzwiami. Laptop zamykasz wtedy, kiedy kończysz pracę.



Komentarze